sombra blog

Twój nowy blog

Mam za sobą trudny dzień.
Bardzo trudny…

Maturę zdałam średnio. Wiem, że stać mnie na więcej… Mam dwa razy tyle punktów potrzebnych aby się dostać, ale… Ale wiem że napisałam słabo jak na mnie.

Ważne że kupujemy mieszkanie we Wrocławiu. Ważne że dostanę się tam gdzie chce. Ważne że zdałam…!

Ale muszę wam powiedzieć o moim postanowieniu.
Spoczełam na laurach i ważę 58kg.
Blog i internet to moje odstresowanie, więc by się zmotywować i w pewien sposób ukarać zarządzam sobei karę. Do osiągnięcia 55,5kg nie dotykam komputera (poza serwisem rekrutacyjnym na studia).

Nie będę pisała przez najblższy czas, ale obiecuję że napiszę jak tylko osiągnę 55,5.

To trudna decyzja bo komputer to moja druga ręka.
Będę gotowała obiady, by nie robiła tego mama, w ten sposób zjem mniej bez podejrzeń.

Musi być dobrze!
Będzie dobrze!
Do zobaczenia przy

55,5


Znowu i znowu, muszę próbować!

Co innego mamy w życiu niż szukanie sensu?
Cóż nam pozostaje poza walką o marzenia?
Czego tak naprawdę poszukujemy?

Największą radość odnajduję w walce o marzenia.
Nie tylko walka o chudość się liczy.

Uczę się.
Przedewszystkim na własnych błędach.

Wpadam w psychozę tylko po to by się uczyć.
I nauczyłam się-umiem wstawać i iść dalej.

Kocham życie!

Mam nadzieję na przyszłość…

Czy mam tak dobry nastrój bo nic nie zjadłam?
Nie chcę jeść…! Dziś nie mogę!
I nie będę… Ahhh… Czemu człowiek jest taki słaby?
Czemu walka o marzenia jest taka trudna?
Może właśnie po to by można było docenić efekty.
Więc dlaczego ich nie doceniam?
Nie wiem.

….Muszę nauczyć się doceniać to co mam, to co udało mi się osiągnąć….

Proszę, opierniczajcie mnie kiedy mi nie wychodzi… To mnie motywuje :P

Dziś piosenka SOAD:

ATWA
Hey you, see me
Pictures crazy
All the world I’ve seen before me passing by
I’ve got nothing
To gain to lose
All the world I’ve seen before me passing by

You don’t care about how I feel
I don’t feel it anymore
You don’t care about how I feel
I don’t feel it anymore
You don’t care about how I feel
I don’t feel it anymore
You don’t care about how I feel
I don’t feel it anymore

Hey you are me
Not so pretty
All the world I’ve seen before me passing by
Silent, my voice
I’ve got no choice
All the world I’ve seen before me passing by

I don’t see (anymore)
I don’t hear (anymore)
I don’t speak (anymore)
I don’t feel

Hey you see me
Pictures crazy
All the world I’ve seen before me passing by
I’ve got nothing
To gain to lose
All the world I’ve seen before me passing by

I don’t sleep (anymore)
I don’t eat (anymore)
I don’t live (anymore)
I don’t feel (anymore)


Ratunku!!!
Muszę jeść, jeść, jeść…

Nie dlatego że chcę, ale dlatego że sytuacje mnie do tego zmuszają.
jak zmuszają?-Zapytasz
A no zmuszają i jestem sfrustrowana.
Ważę już 59kg. Wiecie jak się starałam, jak walczyłam…!
A teraz zaczął się okres obiadków u dziadków. Mama ma wolne więc robi jedzenie i trzeba je spożywać wspólnie… Mamy festyny i koleżanki u mnie nocowały, więc przyniosły 0,7 i piwa. Zrobiłam sałatkę, kanapki, galaretkę…
I po co? Musiałam z nimi jeść.
Nie przesadzasz z tym niejedzeniem?

Ale to moja wina. Nie mam powodów by się usprawiedliwiać, bo to ja nie mówiłam NIE jedzeniu. To moje ciało i to ja przytyłam. Może zapchałam organizm, nie wiem. Nie mogę pić senesu etc bo moja przemiana materii zachowuje się… no nie zachowuje się.

Muszę wziąć się do roboty. Ustalam sobie grafik na tydzień. Od teraz. Nie od jutra. OD TERAZ.

Tydzień ćwiczeń, zakasanych rękawów i ogranichonych kalorii.
Jeszcze kilogram i czuję że stracę kontrolę na którą pracowałam.

Nie jem, nie jem, nie jem, nie jem, nie jem!!!

Błagam tylko żeby mi wyszło!
Mam dosyć tej walki o każdy dekagram na wadze…


Nie warto rezygnować z marzeń, ponieważ wymagają czasu…!

Z mamą już jest trochę mniejsza masakra.
Myśli że to była notka kogoś innego.
Ciocia której dawno nie widziałam zdziwiła się jak schudłam, ale moja mama powiedziała jej by nie komentowała tego negatywnie, bo jestem zła z tego powodu. Na szczęście wszyscy myślą że to przez naukę i dużo ruchu.

Przez dwa ostatnie dni przeżywałam dziwne chwile…
Jak już pisałam łatwo mi przychodzi niejedzenie, jednak gdy zjem trochę… to jakbym ruszyła lawinę!
I ciężko mi było powstrzymywać się przed tknięciem więcej niż 2 ciastka, itd.
Po obiadach było mi niedobrze, myślałam że zacznę wymiotować.
„Żadnej bulimi! Wypluj to słowo!
Nie mam zamiaru rzygać!
Wolę przytyć, ale nie będę rzygać!”
Tak wyglądały moje kłótnie z samą sobą…

Dziś było już dobrze.
Nic nie jadłam, ale do obiadu oczywiście musiałam usiąść.
Ryba w panierce i warzywa na patelnię.
Nie objadłam się, nie najadłam, ale jest ok.
Ciastka stoją na stole… Ale nie chcę ich!
Nie mogę…!
Zapijam myśli herbatą, kawą, czym się da.

Tylko 3kg i zacznę jeść obiady i śniadania… powoli będę zwiększać kalorie i kontrolować wagę.
Już popadam w paranoję a nie chcę być chora.
Nie mogę….

Sombra gdzie jesteś?” usłyszałam od koleżanki.
To na widok mniejszej mnie.
Cieszę się że widać różnicę.
Ale brzuch i uda dalej mam duże.
Muszę to zaakceptować…
Nie chcę popaść w skrajność.

Wiem, piszę od rzeczy!
Ale muszę się z sobą pokłócić.

Będzie 54kg.
BĘDZIE!
A później stabilizacja.

Narazie dzięki obiadkom i podtuczaniu mnie niczym prosiaczka który ma trafić na stół, moja waga trwa w pozycji 57,2kg.

3 kilo…
dam radę.
Został mi miesiąc.

Dziękuję że się o mnie martwicie. Mam dzięki temu poczucie że ktoś wie co we mnie siedzi…

Dziękuję że jesteście. To dla mnie ważne.
Sama nie dała bym rady.

Mówiłam: „nie będę taka!”
Mówiłam: „Jestem silna! Dam radę”
Mówiłam: (i tu wybaczcie) „Trzeba być debilem żeby nie widzieć granicy!”

A prawda jest taka że chyba jej nie widzę…

Zostawiłam notkę bo ładowało się zdjęcie…
Mama nawet nie zapytała czy coś robię, poprostu usiadła, klikneła w zminimalizowane okienko.
Nic nie mówi. Ale jak nigdy wzieła mnie na zakupy do galerii i tak przez przypadek zamiast americano wzieła Machiato.
Wiecie napewno jaka jest różnica w kaloriach.
Tak przez przypadek kupiła więcej ciasta niż zwykle.
Tak jakoś ją naszło by zacząć znów robić obiady…
Wszystko „tak jakoś”

Kupuje jogurty i musli bo wie że je lubię.
Patrzy czy zjadam, pyta się co jadłam.
Poprosiła bym się zważyła bo chce się do mnie porównać…
Walnełam że nie mam czasu, bo co by powiedziała gdyby zobaczyła na wadze 57kg?

Do celu jeszcze 3kg!
Nawet nie mam niedowagi! BMI mówi: WAGA W NORMIE
Więc o co do cholery chodzi?

Gubie się już sama w sobie. Chciałam na spływie wtopić się w tłum…

Mam powoli dosyć…
I jak tu doczekać 54kg?
Miesiąc do spływu a ja nie wiem co robić…

Wiem że coś było nie tak z hasłem, dlatego już go nie ma…

Mam nadzieję że mama widząc że jem odpuści.
Mam coraz większą ochotę po tych obiadach iść do kibla…
Nie wiem czy pisałam, ale chyba nie… Na początku diet miałam z tym problem, łatwiej mi nie jeść wcale niż jeść nawet małe ilości. Mam wtedy tak potworne wyrzuty sumienia że szkoda mówić. Łatwiej mi było na ABC niż na kapuścianej itd…

Ahh… Zaraz przeczytam w komentarzach: „uważaj na siebie!” itd…
Oszczędźcie mi tego

Jestem głupia, głupia, głupia!

Zostawiłam pisaną notkę zminimalizowaną i….
Mama ją przeczytała.

Najlepsza była część „NIE BĘDĘ JADŁA, CHCĘ BYĆ CHUDA!”
Wiem że widziała bo usiadła przy komputerze a teraz wmusza we mnie jedzenie. Tak niby przypadkiem robi omleta na śniadanie, pyta się „ale czemu nie chcesz jeść?” „takie dobre ciastko! Masz zjeść bo się obrażę!”
Przez dwa dni było napewno więcej niż 400.
Przepraszam Cię Effie, ale nie mogłam inaczej.
Nie chcę mieć problemów w domu dopóki nie dojdę do 54kg
Ehhh… Dlaczego ludzie stawiają pod nogami przeszkody?

Jest 56, ale radość z tego powodu gdzieś się rozmyła…
Nie wiem co mama myśli bo nic nie mówi.

Dziś obiad u dziadków.

Boję się jak nigdy.
Wczoraj na imprezie każdy mi mówił: „Ale schudłaś! Ojej! Nie poznałam/poznałem Cię!”
„Co się stało że jesteś taka szczupła?!”
A ja mówiłam że tak jakoś wyszło.

Dlaczego nagle wszyscy się mną zainteresowali? Właśnie teraz kiedy tego nie chcę.

14kg za mną. Jeszcze 2kg przede mną
A co będzie dalej?
Jedna wielka niewiadoma…

Aaaa! :)

6 komentarzy
Jest 56,8!
Uffff… Wróciłam do najniższego wyniku :)

Paryż…
Będzie w sierpniu.
W druiej połowie, ale droższy o 150zł
z innym biurem podróży
i samolotem :)

Pan w biurze podróży powiedział:
„NIGDZIE WAS NIE PUSZCZĘ Z TRIADĄ!”
I znalazł nam mega dobrą ofertę w innym biurze :)

A narazie w piątek jedziemy z A. w góry.
Wieczorem impreza :)
Ale nie za długo bo następnego dnia w góry :)
W sobotę o 18 znów impreza….
A wieczorem koncert KULT :)
Aaaaa! Git majonez :))

Tylko że… W piątek bez jedzenia cały dzień bo wieczorem muszę jeść przy A. i tacie, więc będzie w zapasie 300kcal
Na wieczór 100kcal na sok :) Bez alkoholu-nie uwielbiam a ma meeega dużo kalorii

Sobota… będzie ciężej… Śniadanie i obiad… Może coś wykombinuję, ale wątpię że wystarczy mi 400…
Mogę powiedzieć że zjem śniadanie a później jest impreza na której będzie duuuużo jedzenia więc obiad może uda mi się obejść bokiem :)

Dziś za mną:
A6W 18 cykli 3 serie
80minut spaceru
Ahhhh… czemu nie chce mi się ćwiczyć?!

Zjedzone:

1/2 butelki kefiru 64kcal
+musli fitella miętowe z czekoladą 221kcal

mała kromka (taka 2 od piętki :P)
z sałatą i kawałkiem sera ok 100kcal

1litr coli 0-jakieś 4kcal

kawa 3kcal
thermline drink 3kcal
+duuużo wody

Paris!

5 komentarzy
Jadę do Paryża! :)
Poszukiwania wyjazdu dwutygodniowego zakończyły się na następujących wnioskach:
20-wybory
30-wyniki matur
9-dostarczenie na uczelnie podpisanych dokumentów

Więc jednym słowem: kicha

Na teneryfę-nie
Dlaczego?
Wulkan może wybuchnąć a my MUSIMY być w kraju w dniach 1-14.07

Inne terminy nam nie pasują…
Więc: 24-29 wycieczka do Paryża :)
2 dni w autokarze
(i tu nawet dobrze się składa bo mam chorobę lokomocyjną i wolę nic nie jeść)
3 dni zwiedzania Paryża (wiem… mało… ale największe zabytki zobaczymy :))
1 dzień Disneyland :))
(wiecie że wstęp kosztuje około 50 Euro?! Masakra! Jeden dzień! 200zł?! No ok… powrót do dzieciństwa jest tego wart)
Powinno kosztować około 1500zł
Git majonez :)

Ale zaraz, zaraz…. PARYŻ?!
Fcuk… Kojarzy mi się z wychudzonymi modelkami… wieżą i Luwrem…

Hahah!
Ciekawe jak moje wyobrażenia będą miały się do rzeczywistości?

Dziś:
płatki owsiane nesvita z czekoladą i pomarańczą-200kcal
(POLECAM! Są mega dobre!)
+garść suszonej żurawiny 128kcal
+3 śliwki suszone 57kcal

Razem: 385kcal

Thermline drink-3kcal
Czarna kawa-4kcal
I jeszcze w planach czarna kawa lub herbata w clubcafe-4kcal
+DUUUUUŻO WODY!

Razem: 396kcal

No i może być…!
Dziś już po A6W 3 serie 16 cykli
Mięśnie brzucha zarysowane :)

Nogi! Szykujcie się na duuuużo chodzenia!

Radości! WITAJ! :))
Aaaa! Brakowało mi mojej kochanej A. No i S. wraca z włoch! Zobaczę ją już w piątek.
Rany! Ale mi brakowało ludzi….!

Problemy… Kto ich nie ma?
Mam je jak każdy i to mnie motywuje do tego by je usuwać z życia.
Oby tak było zawsze!

3majcie się dziewczyny :*

P.S. Do niedzieli 400kcal MAX

Ostatnie dwa miesiące nauczyły mnie że dobrze wychodzi mi tylko planowanie na tydzień.
Mówię sobie wtedy TO TYLKO TYDZIEŃ
I działa to najlepiej.

Dziękuję Effie :*
Świadomość że obiecałam coś osobie po drugiej stronie monitora napędza mnie, motywuje by nie przekroczyć linii.

Dziś było:
Tylko jedna seria A6W, 16 powtórzeń
Jutro powtórzę ten dzień
+trochę pilatesu (15min)
+chodzenie jakieś 40minut
Wiem… Mało dziś ćwiczyłam, i nie mam ochoty na ćwiczenia…
Mam nadzieję że energia sama przyjdzie.

Zjedzone:
activia naturalna:145kcal
5 łyżek crunchy owocowe tesco: 124kcal
3 śliwki suszone: 56kcal
czarna kawa(bez cukru!): 4kcal
1/2 butelki kefiru 0% milk land: 64kcal
herbata 7 ziół i kilka liści mięty: 4kcal
Therm line drink: 3kcal
Razem: 400kcal

Jak równo…
Hahah :))
Po tym kefirze jeszcze bardziej chce się jeść O.o
Ale jak mus to mus…
To jedna z nielicznych atrakcji która musi znaleźć się w jadłospisie najczęściej jak to możliwe… No i ryby, warzywa, owoce… Walka z zaparciami rozpoczęta. W sumie nawet mi to na rękę. Nie będę jadła obiadów u babci bo są „za ciężkie”. A przynajmniej nie takie :)
Ryba+surówka
pierś gotowana z kurczaka+warzywa
Tak mają wyglądać moje obiady u dziadków i tak jeść mogę :)
Dawno nic mnie tak nie ucieszyło :)

Tylko dlaczego nawet 400kcal brzmi w moich myślach: OMG!
???

P.S.
„Nie…” na ręce działa tylko wizualnie, ale mi pomaga.
Na prawej czerwona mulina
na lewej „nie…”

I kiedy mam ochotę coś zjeść patrzę na dłonie.
Czytam książki, blogi.
Oglądam thinspo…
Nasycam się tym widokiem ile wejdzie

P*&$%@!#

5 komentarzy
Czy to możliwe że w ciągu jednej nocy przytyłam 1,5kg?
Mam mega problem z brzuchem. Senes na noc mi nie pomógł.
Mam przynajmniej za swoje!
Wzdęty i bolący brzuch od 3 dni.
I mogę mieć tylko nadzieję że to jest powód 58,5… Ja p*&$@!#

Wypiję drugi napar i wypiję połowę.
Może nie pójdę na obiad pod pretekstem brzucha?
Chociaż to nie jest pretekst tylko powód.

Chcę wyjechać. Daleko! Jak najdalej!

Chcę by nikt nie zaglądał mi do talerza.

Wczoraj na obiad musiałam zjeść tyle, że szkoda słów.

Dlaczego wszystko co robię, podpoządkowuję jedzeniu?
Wyjścia, spacery? Omijam galerię, sklepy, by koleżankom nie zachciało się lodów…
Zastanawiam się czy A. nie pomyśli że zwariowałam.

Od jutra max 400 razem z Effie.
Dziękuję :* To będzie motywacja by nie zawalić!
A dziś mam nadzieję że będzie 0.

Na ręce napisałam „Nie…”
Może mnie to powstrzyma?


  • RSS